Prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel napisał wprost, że każda próba przejęcia kontroli nad Kubą przez Stany Zjednoczone spotkałaby się z „nie do pokonania oporem”. I to zdanie nie jest przypadkowe. To odpowiedź na coraz bardziej agresywne sygnały z USA.
Bo w tym samym czasie Marco Rubio, sekretarz stanu USA, mówi otwarcie o „potrzebie zmiany władzy” na Kubie. A Donald Trump dorzuca do tego kolejne sugestie działań wobec wyspy. To już nie jest dyplomacja. To jest presja.
I tak to dziś wygląda: jedna strona mówi o zmianie władzy w innym państwie, druga odpowiada twardo i bez udawania, że to tylko „rozmowy”. To nie są już subtelne komunikaty między liniami, tylko bardzo bezpośredni przekaz.
Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji padają właśnie takie słowa. Bo jeśli nacisk rośnie, to reakcja też nie będzie łagodna.
Pytanie tylko, dokąd to prowadzi, bo takie ustawienie narracji zwykle nie kończy się rozmową, tylko dalszym podkręcaniem napięcia.
#Kuba #USA #DíazCanel #Rubio #Trump #geopolityka #świat #polityka
Dyskusja